Czy istnieje jeszcze „andergrand”?

wpis w: Artykuły | 0

los-aldeanos-cubaRok 2005. Spotykam się ze znajomym, standardowo wychodzę od niego z nośnikiem pełnym nowych, ciekawych produkcji z polskiego podziemia. Internet jeszcze nie jest tak rozwinięty, większość muzyki przechodzi z rąk do rąk, pocztą pantoflową.

Kilka lat później rozmawiam z tym samym znajomym, pytam go o jakieś ciekawe nowości. Jedyne co dostaję to wzdrygnięcie ramionami i odpowiedź: „nie mam pojęcia”. I nie chodzi tu wcale o to, że jego chęć poznawania i odkrywania zmalała – wręcz przeciwnie. Słyszę wtedy właśnie od niego zdanie, które zapada mi w pamięć: „Nie wiem, czy istnieje jeszcze podziemie”. To automatycznie nasuwa kolejne pytanie – czym jest ten cały powszechnie gloryfikowany „andergrand”?

Oczywistym jest, że cały świat idzie do przodu – proces ten nie pomija muzyki. Ewoluują dźwięki, tak jak i cała „otoczka” wokół nich. Na rynku pojawiają się nowi twórcy, nowe wytwórnie. Podziemie również wpasowuje się w te trendy. 10 lat temu, aby o kimś usłyszeć musiałeś przeszukiwać fora internetowe, czy mieć znajomego, który to robi i puszcza w dalszy obieg usłyszane materiały. Dzisiaj o podziemnych twórcach piszą najpoczytniejsze portale zajmujące się tematyką hiphopową. Wielu artystów „andergrandowych” potrafi poszczycić się większą ilością odtworzeń w serwisie youtube niż niejeden twórca „mainstreamowy”. Dzięki szerokiemu dostępowi do studiów nagraniowych, są oni w stanie nagrywać na własną rękę muzykę w jakości nie odbiegającej standardami od największych tej sceny, szczycących się kontraktami w profesjonalnych wytwórniach.

No właśnie, co do samych wytwórni. Ciekawym zjawiskiem jest pojawienie się na rynku podziemnych labeli. Kilka lat temu paru znajomych co najwyżej mogło pozwolić sobie na stworzenie grupy, która wspólnie w zaciszu domowego „studia” nagrywała kawałki czy płyty. Dzisiaj ci sami ludzie tworzą własne struktury zajmujące się wydawaniem fizycznych egzemplarzy płyt, wcale nieodbiegających jakościowo od tych, które znaleźć można na półkach empiku czy innych salonów medialnych. Każdy, kto kiedykolwiek nabył taki album, zauważył profesjonalizm, z jakim są one wykonane. Dodatkowo dzięki rozrostowi Internetu są oni w stanie sami zająć się dystrybucją swoich produktów, pomijając przy tym pośredników, dzięki czemu ceny są niższe niż w sklepach.

Produkcja muzyki to nie jedyne obszary ich działalności. Coraz częściej zauważyć można również produkcję własnej odzieży i nie jest to pojedynczy wybryk. Zdecydowana większość podziemnych labeli, a nawet raperów, poszła ścieżką obraną przez mainstream
i postanowiło udostępnić swoim fanom ubrania sygnowane logiem czy ksywką. Każdy słusznie zauważa, że to tam tkwi prawdziwy potencjał finansowy oraz ogromna możliwość promocji swojej twórczości.

Przybliżając na szybko obraz sytuacji należy się zastanowić, czy aby na pewno są to nadal działania ludzi podziemia. Na dobrą sprawę, co odróżnia ich od majorsów? Chyba jedynie środki finansowe przeznaczane na promocję oraz sieć kontaktów, którymi dysponują. Kiedyś „mainstream” odznaczał się fizycznym nośnikiem; dzisiaj zrobić to może każdy. Jeżeli jedynym wyznacznikiem jest to, że jednych można znaleźć w sklepie, a innych nie, to dla mnie osobiście to żadna różnica. Dzisiaj i tak każdy do dystrybucji swoich produktów korzysta z Internetu, a to czy ktoś wejdzie na stronę internetową sklepu czy witrynę labelu bądź artysty, to już jedno i to samo.

Trzeba jasno i klarownie powiedzieć, że gdyby nie rozwój Internetu, to to wszystko nie byłoby dzisiaj możliwe. Kiedyś na wydanie własnej płyty pozwolić mogli sobie tylko członkowie potężnych labeli. Dzisiaj w dobie powszechnego dostępu do drukarni, programów graficznych itp. za stosunkowo niewielką kwotę każdy jest w stanie zrobić swoją własną płytę. Koszt dobrej jakości 100 egzemplarzy płyty to mniej więcej coś koło 1000 PLN, a już niejedna drukarnia oferuję produkcję nawet pojedynczych sztuk.

Tak dzisiaj prezentuje się gloryfikowane przez wszystkich podziemie. Oczywiście, nadal znaleźć można w Internecie „prawdziwy andergrand”, który w sumie prawdę powiedziawszy nawet nie wiem czym się dzisiaj wyróżnia. Chyba jedynie tym, że nikt nie dał jego twórcom tak naprawdę szansy na to, by mogli położyć sobie na półce ładnie wydaną własną płytę, a ich praca ogranicza się głównie do puszczania w eter cyfrowych wersji do ściągnięcia.

Kolejne pytanie, które mi się nasuwa na myśl w tym temacie, to czy „andergrand” jest tak naprawdę dzisiaj potrzebny? Zdania tak jak ilość osób, które o to zapytamy, będą różne. Patrząc na falę wznoszącą, która niesie rap, przestało to mieć teoretycznie jakiekolwiek znaczenie, oczywiście jeśli jako wyznacznik sukcesu weźmiemy płytę na półce sklepowej.

W oficjalnych empikowych wydawnictwach coraz częściej pojawiają się gracze, którzy przed pierwszym swoim wydawnictwem nagrali parę featów i luźnych tracków. Lecz spójrzmy prawdzie w oczy, ilu z nich odniosło sukces? Sprzedanie 2-3 tysięcy egzemplarzy nie jest żadnym sukcesem przy promocji, którą wkładają w nich wytwórnie. To powinno automatycznie odpowiedzieć na pytanie czy ścieżka, którą podążali VNM, Wena czy inni dzisiaj topowi gracze jest potrzebna. Bez ogrania się w tym trudnym muzycznym świecie, bez zbudowania odpowiedniej sieci fanów, którzy będą doskonale świadomi twoich możliwości, nie odniesiesz sukcesu. Jestem pewny, że gdyby zapytać ich, czy obraliby jeszcze raz tę ścieżkę, którą podążali na szczyt, wielu odpowiedziałoby, że tak.

Tak więc czy istnieje jeszcze w Polsce podziemie? Osobiście powiedziałbym, że nawet jeśli istnieje, to linia pomiędzy tymi wszystkimi szczeblami jest bardzo zatarta i sami do końca nie wiemy kiedy ją przekraczamy.

/Herman/